PL EN DE

"Bywają dni, kiedy w południe stwierdzam, że dzisiaj niczego jeszcze nie powiedziałam na głos" - kolejny wywiad o pracy i życiu tłumacza

Zapraszamy do lektury wywiadu z Karoliną, tłumaczką języków duńskiego i niemieckiego.

 

LANGUAGE LINK: Kiedy zainteresowała się Pani językami duńskim i niemieckim? Skąd się wzięła ta fascynacja?
KAROLINA: Język niemiecki jest w naszej rodzinie od zawsze. Moja prababcia pochodziła z Niemiec. Mamy tam rodzinę i nauka języka niemieckiego była czymś w rodzaju obowiązku. :) Zresztą znienawidzonego, ponieważ zajęcia prowadziła babcia i odbywały się w sobotę o godzinie 9.00 rano!
Natomiast język duński pojawił się w moim życiu całkiem przypadkowo. Nigdy nie wiązałam z nim żadnych planów. Zawsze chciałam studiować germanistykę, ale los chciał (albo rodzice :) ), że mam 5 lat starszą siostrę, która w momencie, kiedy ja zdawałam na studia, zaczynała studia doktoranckie na germanistyce. I ta perspektywa, że moja własna siostra mogłaby mnie uczyć niemieckiego i jeszcze to oceniać, była nie do zniesienia. :) Wtedy kolega z klasy powiedział, że wybiera się na filologię duńską, na którą zdaje się angielski albo niemiecki. I taka oto koincydencja zadecydowała o tym, co robię w życiu. :)


- Czy wybór zawodu tłumacza to efekt marzeń i planów czy raczej przypadku? Jak to się wszystko zaczęło?
I plany, i przypadek. Moim marzeniem było nauczanie. Uwielbiałam to i robiłam to jeszcze do 2018 roku. Dlatego w pierwszych lata po studiach z niesamowitym zapałem pracowałam w szkole, przez 8 lat. Później otrzymałam propozycję nauczania pracowników w firmie z kapitałem niemieckim. Zajęć miało być kilka godzin dziennie, więc zrezygnowałam ze szkoły i rozpoczęłam przygodę z nauczaniem dorosłych. Szybko okazało się, że mam nadmiar wolnego czasu, a tłumaczenia już powoli zaczynały mnie wciągać i tak ciężar przerzucił się na siedzenie przed komputerem i wklepywanie literek. :)


- Czy często bywa Pani w Danii? Czy zaczerpnęła Pani coś z duńskiej kultury i wprowadziła w swoje życie?
Obecnie sporadycznie. Zaczynając studia niewiele wiedziałam o duńskiej kulturze, życiu w Danii i panujących tam zwyczajach. Wszystko odkrywałam w trakcie 5 lat studiów. Po roku studiów w Danii stwierdziłam, że nie jest mi jednak blisko do tej kultury, że jest ona zbyt odmienna, trochę zimna w bliższych kontaktach i do granic możliwości „przedyskutowana w grupie”. Duńczycy wszystko robią w grupach, wspólnie. To było dla mnie bardzo męczące.
Ale były też elementy, które mnie zachwyciły. To chociażby zjawisko „hygge”, które obecnie zadomowiło się już w Europie, a które w roku 2000 było dla mnie czymś nowym. To literatura, która potrafi bawić absurdem sytuacji, zaskakiwać odmiennym spojrzeniem na świat, surowością… To prostota w wyrażaniu emocji.

 

- W jakim języku dyskutuje lub kłóci się Pani z rodziną?
Po polsku. :) Ale bywa, że po niemiecku, ponieważ wszyscy w rodzinie posługują się w mniejszym lub większym stopniu tym językiem. Bardzo lubimy bawić się językami i wymyślać alternatywną warstwę językową zrozumiałą tylko dla nas. :)


- Jaki jest Pani przepis na udany dzień w pracy zawodowej?
Uwielbiam pracę od rana. Dlatego wstaję wcześnie, przed 8 jestem już przy komputerze, ze świeżym umysłem tłumaczę, co trzeba. Lubię przeczytać tekst kilkukrotnie przed oddaniem, nie lubię się spieszyć. To daje mi poczucie dobrze wykonanej pracy.

 

- Czy jest coś, czego Pan nie lubi w tej pracy?
Czasami brakuje mi ludzi wokół. :) :) :) Nie jestem salonowym lwem, ale bywają dni, kiedy w południe stwierdzam, że dzisiaj niczego jeszcze nie powiedziałam na głos. :) :) :)
Nie lubię też presji czasu i tego ciągłego siedzenia w jednej pozycji. :)


- Czy wstydzi się Pani jakiegoś tłumaczenia, które kiedyś wykonała?
Nie mam konkretnego tekstu, który powodowałby straszne poczucie wstydu w kontekście fachowości, ale nie zaglądam też do tekstów, które wykonałam bardzo dawno temu, bo z pewnością wywołałyby pewien rodzaj załamania nerwowego. :) :) :)
Czasami odczuwam swego rodzaju zażenowanie przy tematyce niektórych tłumaczeń. Są też teksty, których po prostu nie przyjmuję ze względu na treść. Ale takie rzeczy nie zdarzają się całe szczęcie zbyt często.

 

- Mówi się, że tłumaczenie – jak kobieta – może być albo piękne, albo wierne? Ile Pani zdaniem jest prawdy w tym powiedzeniu?
Myślę, że sporo. Tłumaczę przeważnie teksty użytkowe i staram się, żeby były funkcjonalne, zrozumiałe, wierne. Tu nie ma miejsca na metafory i kluczenie po meandrach języka. Na takie zabawy pozwalam sobie przy tłumaczeniu literatury.


- W rozmowie z Panią nie sposób nie wspomnieć słowa „słodki”. :) Może Pani uchylić rąbka tajemnicy dla naszych czytelników?
:) :) :) Z przyjemnością. „Słodki” to przymiotnik, który ostatnio bardzo często pojawia się w moim domu. :) Za namową przyjaciół i znajomych oraz z chęci zajęcia się czymś zgoła innym niż tłumaczenia, w listopadzie ruszył mój blog z wypiekami „Słodki sentyment”. Jestem w fazie fascynacji samym projektem i nie przeszkadza mi myśl, że dzisiaj cały świat gotuje i piecze. :)


- Czy fascynacja słodyczami i zdolności kulinarne to rezultat wspólnych kuchennych zabaw małej dziewczynki z mamą czy też pojawiło się to u Pani już w życiu dorosłym?
Kiedy byłam naprawdę małą dziewczynką, to mama raczej niechętnie trzymała nas w kuchni (oprócz siostry mam jeszcze młodszego brata). Rodzice pracowali, obrabiali trójkę dzieci i mama uwielbiała, kiedy rzeczy działy się szybko i sprawnie, więc w kuchni angażowani byliśmy dopiero, kiedy realnie mogliśmy już pomóc. :)
I wtedy to się chyba zaczęło. Wiele nauczyłam się od mamy i przejęłam w domu pieczenie ciast.
Ale nadal pamiętam swoje pierwsze upieczone ciasto. Było okropne. :) :) :) To był skubaniec. Ciasto było już na blaszce, a ja wpadłam na pomysł, że jak dosypię proszku do pieczenia, to będzie lepsze, ale jak to zrobić, skoro wszystko już wyłożone do formy? Tu zadziałała dziecięca kreatywność – podsypałam proszku w kilku miejscach, bo miałam nadzieję, że jakimś cudem rozejdzie się po całym cieście :) :) :) (na swoje usprawiedliwienie powiem, że to była naprawdę głęboka podstawówka). Ciasto było nie do zjedzenia.


- Skąd pomysł na prowadzenie bloga prezentującego przepisy na słodkie cudeńka?
Od wielu już lat piekę ciasta i torty dla znajomych na imprezy, święta itp. I z każdej strony słyszałam, że powinnam mieć bloga, gdzie mogłabym to wszystko pokazać światu. :) Dałam się namówić. To miała być też wspaniała odskocznia od codziennego siedzenia przy komputerze w pracy. Coraz bardziej mi się to podobało i tak się to zaczęło. Pomysł na nazwę przyszedł sam i szybko, więc stwierdziłam, że skoro techniczne aspekty przychodzą mi z taką łatwością, to jest to znak, że mam to zrobić. W głowie już kłębi się wiele pomysłów, co zrobić dalej z blogiem i wkrótce pojawią się na stronie. :)


- Z jakiego przepisu na słodki przysmak jest Pani najbardziej dumna?
To trudne pytanie. Mam wiele przepisów ze starego zeszytu mamy, ze starych gazet, które zbierała, ale też wiele przepisów, które wymyślam sama, bo głowa mi pęka od nadmiaru pomysłów. :) :) :) Czasami nie mogę spać przez to w nocy. :) Bardzo lubię przepis na skubańca z zakręconą bezą, na sernik gotowany z dużą ilością czekolady, ale też na pyszne ciacho drożdżowe z jagodami. Hmm, łasucha nie można pytać o ulubiony przepis. :) :) :)


- Czy poza pieczeniem ma Pani jeszcze jakieś inne odskocznie od pracy? Jakieś hobby czy zainteresowania pozazawodowe? Coś innego, co daje Pani radość i energię?
O tak. :) Mogłabym piec każdego dnia, ale jest jeszcze kilka innych zajęć, które uwielbiam (poproszę w związku z tym o wydłużenie doby :) ).
Kocham książki, lubię biegać i jeździć na rowerze. Uwielbiam brydża. Bez tego wszystkiego nie wyobrażam sobie życia :).


- Czego należałoby życzyć tłumaczce-blogerce? :)
Doby, która ma więcej niż 24 godziny, głowy pełnej pomysłów wypiekowych i może mniej tłumaczeń o absurdalnej tematyce. :)

 

 

Zobacz również

Zainteresowała Cię nasza oferta?
Skontaktuj się z nami

Biuro tłumaczeń Language Link


Tel: +48 12 341 55 76, +48 722 101 120, +48 533 324 624, +48 504 974 384

 

E-mail: office@language-link.pl

 

W sprawie tłumaczeń pisemnych: pisemne@language-link.pl
W sprawie tłumaczeń ustnych: ustne@language-link.pl
W sprawie wynajmu sprzętu oraz obsługi konferencji:
konferencje@language-link.pl

Adres:

ul. Prądnicka 48, 31-202 Kraków

Biuro czynne od poniedziałku do piątku w godz. 9 – 17.

Numer rachunku bankowego: PKO BP 19 1440 1185 0000 0000 1600 1031 kod Swift: BPKOPLPW
NIP: 945-196-53-59
REGON: 120523222

 

Tramwaj: 3, 5, 18, 50 (przystanek: Szpital Narutowicza)

Autobus: 132, 164  (przystanek: Pielęgniarek), 140, 154 (przystanek: Szpital Narutowicza)

Pieszo: ok. 20-25 minut od Rynku Głównego



Napisz do nas






Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych podanych w powyższym formularzu w celu uzyskania informacji na temat usługi. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do przetworzenia zapytania. Zostałem(-a) poinformowany(-a), że przysługuje mi prawo dostępu do moich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub ograniczenia przetwarzania. Administratorem danych osobowych jest Language Link Usługi Językowe Dorota Plutecka z siedzibą w Krakowie, ul. Prądnicka 48.

Wszelkie prawa zastrzeżone
Kopiowanie materiałów zabronione
Copyright 2017 @ langugage-link.pl
tworzenie stron internetowych kraków
Strona wykorzystuje cookies. Pozostając na niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. więcejX
ul. Bronowicka 11 Kraków 30-084 Polska
X
Chcesz, żebyśmy do Ciebie zadzwonili?
Podaj nam swój numer telefonu
Proszę o kontakt
X
10% ZNIŻKI NA TWOJE PIERWSZE TŁUMACZENIE
Zapisz się do newslettera i otrzymaj 10% rabatu na tłumaczenie pisemne!
ZAPISZ SIĘ