PL EN DE

"Tłumaczyłam m in. w portach morskich, fabryce papierosów, wytwórni świec, cementowni, elektrowni." - opowieść o pasji do zawodu tłumacza i prywatnych pasjach

Prezentujemy rozmowę z panią Moniką Rodkiewicz, tłumaczką przysięgłą języka niemieckiego. Przyjemnej lektury! :)

 

LANGUAGE LINK: Od ilu lat pracuje Pani jako tłumaczka?

MONIKA RODKIEWICZ: Od 2001 roku.

 

- Czy tłumaczenie to praca monotonna lub nudna?
Pewnie niektórzy tak ją postrzegają, jednak dla mnie taka nie jest, ponieważ teksty do tłumaczenia są różnorodne, a w przypadku tłumaczeń ustnych miejsca i zleceniodawcy się zmieniają.


- Co Pani najbardziej lubi w swojej pracy? Jaką ma Pani receptę na to, by być zadowoloną ze swojej pracy tłumaczką? :)
Praca ta daje mi stosunkowo dużo wolności. Ponieważ pracuję jako freelancer, wiąże mnie właściwie tylko termin, w dużym stopniu mogę sama planować, ile i gdzie mogę tłumaczyć. Zadowolenie daje mi świadomość, że to, co robię, jest komuś potrzebne.


- Wykonuje Pani nie tylko tłumaczenia pisemne, ale też ustne. Czy Pani zdaniem łatwiej jest tłumaczyć pisemnie czy ustnie?
To dwa różne światy. Tłumaczenie pisemne jest na pewno spokojniejsze, można się zastanawiać wiele razy nad najlepszą wersją zdania, w przypadku tłumaczeń ustnych nie ma na to czasu, stąd trzeba być maksymalnie skoncentrowanym na „tu i teraz”, często przez wiele godzin. Nie oznacza to jednak, że tłumaczenie pisemne jest łatwiejsze. Osobiście lubię łączyć te dwa światy i będąc w jednym, już tęsknię za drugim :).


- Czy w trakcie realizacji zleceń na tłumaczenia ustne zdarzyły się Pani jakieś nietypowe sytuacje? Może tłumaczyła Pani w niespotykanych warunkach? Lub też klienci mieli dziwne życzenia?
Tak, wiele razy. Trzeba być przygotowanym na wszystko :). Zdarzyło mi się nieraz, że zamówiony był tłumacz języka niemieckiego (czyli ja), ale tłumaczyłam też z angielskiego, bo klient lub jego rozmówcy, zazwyczaj w większym gronie, zapominają się i przechodzą na angielski – wtedy tłumaczę z angielskiego, co jest dla mnie trudniejsze, ale jeżeli znam dobrze temat, to nawet nie zwracam klientowi uwagi, że to nie ten język. Czyli trzeba być czujnym :).
Jeżeli chodzi o nietypowe warunki pracy, to bardzo się cieszę, że ten zawód pozwala mi być w miejscach, do których pewnie bym nie mogła wejść, czy ich zobaczyć „od środka”. Tłumaczyłam m in. w portach morskich, fabryce papierosów, wytwórni świec, cementowni, elektrowni. Zdarzyło mi się też lecieć w kabinie pilota samolotu pasażerskiego. Jeśli ktoś jest ciekawy świata, to jest to wymarzona praca. Stale się można uczyć. :)


- W jaki sposób przygotowuje się Pani do tłumaczeń ustnych?
Obecnie pracuję głównie ze stałymi klientami, wiem, czym się zajmują ich firmy i wiem, czego mogę się spodziewać na tłumaczeniu ustnym. W przypadku nowych klientów zazwyczaj pytam o tematykę i proszę o dostępne materiały dotyczące danego tłumaczenia. Klienci już wiedzą, że dobrze przygotowany tłumacz to gwarancja jego sukcesu, dlatego zwykle bez problemu udostępniają posiadane materiały, czyli projekty umów, harmonogramy, agendy. Jeżeli czasu jest mało, a klient pisze, że „tematy będą ogólne” :), to należy być przygotowanym na wszystko. Wtedy zawsze też szukam informacji w Internecie, czym się zajmują firmy moich rozmówców.


- Mówi Pani, że z tłumaczeń pisemnych lubi wykonywać tłumaczenia prawnicze. Skąd zainteresowanie tą tematyką? Co jest, Pani zdaniem, fascynującego w prawie lub tłumaczeniach z tej dziedziny?
Chyba z tradycji rodzinnych, bo zawód prawnika w rodzinie jest licznie reprezentowany :), a poważnie mówiąc, wydaje mi się, że wymagają one szczególnej precyzji, często przepisy prawne różnych krajów nie przystają do siebie i trzeba się zastanowić, jak wybrnąć z wielu problemów terminologicznych. Wyzwaniem są austriackie teksty prawnicze, które wymagają wiele uwagi i wnikliwej analizy ze strony tłumacza, a ja lubię wyzwania.


- Ma Pani na koncie przekład wielu publikacji. Która z przetłumaczonych przez Panią książek była dla Pani największym wyzwaniem i dlaczego?
Wbrew pozorom nie dzieła filozoficzne, a „Kalendarz Majów” Bernda Ingmara Gutberleta. Okazało się, że jest tam sporo zagadnień z dziedziny matematyki i astronomii, które musiałam zgłębić i była to dla mnie długa i żmudna praca, bo tzw. „umysłem ścisłym” nie jestem :).


- Zdarzyło się Pani tłumaczyć dzieła kardynała Ratzingera, czyli papieża Benedykta XVI. To spory prestiż, ale też pewnie i trudne zadanie. Jak podchodzi Pani do wyzwań zawodowych? Czy świadomość, że w pewnych przypadkach istnieje większe ryzyko, że mogą pojawić się głosy krytyczne w odniesieniu do Pani przekładu, działa motywująco czy blokująco?
Głosy krytyczne do mnie jak dotąd nie dotarły, natomiast starałam się oczywiście sprostać wyzwaniu najlepiej jak umiem. Właściwie sam proces tłumaczenia książki jest przyjemny, najtrudniejsza część pracy nad przekładem zaczyna się „po”, gdy wraz z redaktorami i korektorami ustalamy ostateczną wersję przekładu, a wiadomo, że ulepszać można bez końca. Wydanych przekładów już nie otwieram, bo boję się, że od razu znajdę coś, co można było lepiej napisać.


- No to jak się tłumaczyło dzieła papieża? :)
Nie działało to na mnie blokująco. Joseph Ratzinger pisze niezwykle precyzyjnie. Trudność polega na tym, żeby w przekładzie oddać owo „nic dodać nic ująć”.


- Czy jest autor, którego książki chciałaby Pani tłumaczyć?
Mogłabym spróbować swoich sił w przekładzie kryminału :). Zazdroszczę temu, kto tłumaczy lub będzie tłumaczył na niemiecki książki Remigiusza Mroza, bo bardzo dobrze pisze.


- Czy książki obcojęzycznych autorów czyta Pani w oryginale czy przekładzie? Czy podczas czytania książek w przekładzie zdarza się Pani przyłapywać tłumacza na błędach lub stwierdzać, że przetłumaczyłaby to Pani lepiej?
W przeważającej części czytam literaturę polską. Czytając przekłady, oczywiście widzę czasem kalki językowe, czy to z angielskiego, czy z niemieckiego, ale mam świadomość, że przekład to trudna praca, błędy są nie do uniknięcia. O złych nie będę mówić, natomiast ostatnio zapadł mi w pamięć bardzo dobry przekład książki „Przed końcem zimy” (Bernard MacLaverty, przekład Jarek Westermark).


- Czy uważa Pani, że zawód tłumacza jest odpowiednio doceniany w Polsce?
Myślę, że tak.


- Wiemy, że „po godzinach” sporo Pani podróżuje do odległych miejsc. Które z odwiedzonych przez Panią do tej pory miejsc najbardziej Panią oczarowało?
Zdecydowanie Islandia. Ale nie wiem, czy polecać, bo podoba mi się jej odludność :). Więcej tam owiec, niż ludzi. Warta włóczęgi jest też Nowa Zelandia, Gruzja. W kraju Hobbitów na szczytach gór spotkamy jedyne na świecie „górskie” papugi Kea, które dzięki specjalnemu upierzeniu mogą latać tak wysoko, a w Gruzji może nie ma gejzerów i wodospadów, ale kraj urzeka prostotą życia, no i górami oczywiście :).


- Zajmuje się też Pani wspinaczką wysokogórską. Czy może Pani opowiedzieć coś o dotychczasowych wyprawach w góry?
Wspinaczka to za dużo powiedziane. Lubię chodzić po górach, a czasem mam zakusy na jakiś wyższy szczyt, a że do takiego celu trzeba się przygotować, więc jest motywacja i wyzwanie.


- Czy ma Pani jakieś plany lub ambicje zdobycia jakiegoś szczytu? Jaki szczyt by to był i dlaczego?
Żeby nie powiedzieć za dużo, bo podobno się zapesza, powiem tylko, że myślę o Alasce :).


- Czy każda Pani podróż jest dłuższą wyprawą? Czy zawsze preferuje Pani odkrywanie przyrody i krajobrazów? Czy fascynuje Panią również zwiedzanie miast, zabytków itp.?
Zazwyczaj planuję podróże pod kątem aktywności sportowej, ale jeżeli są po drodze zabytki, to ich nie omijam, zwłaszcza jak są tak kolorowe jak słynna portowa dzielnica La Boca w Buenos Aires. Bardzo polecam.


- Jakie miejsce jest celem Pani kolejnej wyprawy podróżniczej?
Wiele miejsc czeka na swój czas i sprzyjające okoliczności :), m.in. Lofoty, Spitsbergen.

 

Zobacz również

Zainteresowała Cię nasza oferta?
Skontaktuj się z nami

Biuro tłumaczeń Language Link


Tel: +48 12 341 55 76, +48 722 101 120, +48 533 324 624, +48 504 974 384

 

E-mail: office@language-link.pl

 

W sprawie tłumaczeń pisemnych: pisemne@language-link.pl
W sprawie tłumaczeń ustnych: ustne@language-link.pl
W sprawie wynajmu sprzętu oraz obsługi konferencji:
konferencje@language-link.pl

Adres:

ul. Prądnicka 48, 31-202 Kraków

Biuro czynne od poniedziałku do piątku w godz. 9 – 17.

Numer rachunku bankowego: PKO BP 19 1440 1185 0000 0000 1600 1031 kod Swift: BPKOPLPW
NIP: 945-196-53-59
REGON: 120523222

 

Tramwaj: 3, 5, 18, 50 (przystanek: Szpital Narutowicza)

Autobus: 132, 164  (przystanek: Pielęgniarek), 140, 154 (przystanek: Szpital Narutowicza)

Pieszo: ok. 20-25 minut od Rynku Głównego



Napisz do nas






Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych podanych w powyższym formularzu w celu uzyskania informacji na temat usługi. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do przetworzenia zapytania. Zostałem(-a) poinformowany(-a), że przysługuje mi prawo dostępu do moich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub ograniczenia przetwarzania. Administratorem danych osobowych jest Language Link Usługi Językowe Dorota Plutecka z siedzibą w Krakowie, ul. Prądnicka 48.

Wszelkie prawa zastrzeżone
Kopiowanie materiałów zabronione
Copyright 2017 @ langugage-link.pl
tworzenie stron internetowych kraków
Strona wykorzystuje cookies. Pozostając na niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. więcejX
ul. Bronowicka 11 Kraków 30-084 Polska
X
Chcesz, żebyśmy do Ciebie zadzwonili?
Podaj nam swój numer telefonu
Proszę o kontakt
X
10% ZNIŻKI NA TWOJE PIERWSZE TŁUMACZENIE
Zapisz się do newslettera i otrzymaj 10% rabatu na tłumaczenie pisemne!
ZAPISZ SIĘ