PL EN DE

„Mam swój kącik, bez okna, żeby się nie rozpraszać” – czyli rozmowa z cyklu „Wywiady z naszymi tłumaczami”

Nasi tłumacze zwykle są ukryci w cieniu i większość klientów nigdy ich nie spotyka, nawet jeśli korzysta wiele razy w miesiącu z wyprodukowanych przez ich klawiatury tekstów. Dlatego postanowiliśmy uchylić nieco rąbka tajemnicy i przedstawić parę osób z naszego zespołu. Tak powstał cykl wywiadów, które będziemy publikować tutaj w najbliższych tygodniach.


Na pierwszy ogień idzie osobowość łamiąca stereotyp nudnego tłumacza – odludka i dziwaka. ;)

 

Sebastian Tkacz, tłumacz języka łotewskiego i rosyjskiego o nietuzinkowym poczuciu humoru. :)

 

Zapraszamy do lektury! :)

 

 

 

LANGUAGE LINK: - W jakim języku tłumaczy się Pan przed żoną?
SEBASTIAN TKACZ: Winny się tłumaczy. Ja przyznaję rację. Nawet, gdy nie zawsze się zgadzam. Po co sobie psuć krew? ;-)


- A w jakim języku kłóci się Pan z żoną?
Od 17 lat jesteśmy zgodnym małżeństwem. Czasem od żony słyszę niemieckie przekleństwa. Ale to najczęściej, gdy siedzi za kierownicą.


- Od ilu lat jest Pan tłumaczem?
Od 1996 roku, a od 17 czy 18 lat w zasadzie zawodowo.


- Dlaczego zdecydował się Pan na taki zawód? Co sprawiło, że wybrał Pan taką ścieżkę kariery?
Byłem bezrobotny ;-) A poważniej, po skończeniu studiów prawniczych doszedłem do wniosku, że nie widzę siebie w todze. Również praca na etacie mnie nie kręciła tak, jak bym tego chciał. Znam języki. Czemu więc nie?


- Jakie jest Pana hobby? Czy można je łączyć z tłumaczeniami?
Chyba się starzeję, bo robię się gadżeciarzem. Cieszą mnie różne fajne nietypowe elektroniczne mniej lub bardziej przydatne drobiazgi. Uwielbiam też stare zegary i zegarki, telefony (takie z tarczą). Niestety do tej pory nie połączyłem tych rzeczy z moją kombinacją językową, więc tu moja wiedza na nic.


- Czy praca tłumacza nie jest na tyle wymagająca, że rodzina często się o Pana „upomina”?
Bywa. Gdy klient sobie przypomni w piątek o 17, że potrzebuje na poniedziałek na 8 rano projekt umowy na 40 stron, bo przylatuje kontrahent, a project manager zapomniał przysłać tekst wcześniej. Przeważnie jednak pozwala na bycie panem swojego czasu, np. na wożenie dzieci na różne zajęcia czy do lekarza, gdy małżonka może realizować się zawodowo jako korponiewolnik.


- Jakie cechy charakteru powinien mieć „typowy tłumacz”?
Zależy, jaki tłumacz. Jeśli ustny, to trzeba lubić ludzi i być generalnie osobą otwartą. Jeśli pisemny dłubek, jak ja, można za ludźmi nie przepadać, bo się ich praktycznie nie widuje (daje to ten komfort, że można też nie odebrać telefonu) ;-) Natomiast trzeba posiadać umiejętność samodyscypliny – w sytuacji, gdy siedzi się w domu, wypada wstać do komputera, oderwać się od serialu, żeby zdążyć ze zleceniem. Po pewnym czasie, gdy zdobędzie się jakąś tam reputację wśród klientów, problem ten znika – nie ma po prostu czasu na serial…


- Pana największe wyzwanie w pracy tłumacza? Pana największe wyzwanie w życiu?
Nie popełnić idiotycznej literówki, bo będzie potem siara na pół kraju. W życiu? Wychować dzieci na przyzwoitych ludzi.


- Tłumaczenie, które najbardziej zapadło Panu w pamięci to…
Zeznania pedofila-mordercy…


- Ile czasu trwało najdłuższe tłumaczenie?
Prawie 3 miesiące ciurkiem. Praktycznie 24h/7d. Ale to wyjątki. Staram się tak organizować zlecenia (czas ich wykonania), żeby nie zarżnąć się w kilka miesięcy, tylko pożyć jeszcze kilka lat. Dlatego zdarza się, że klient musi poczekać w kolejce. Na szczęście większość przyjmuje to ze zrozumieniem.


- Czy są jakieś mity wśród tłumaczy? Może panują jakieś przesądy – coś można lub czego nie można robić podczas lub po tłumaczeniu?
Nic mi nie wiadomo na ten temat. Trzeba uważać tylko, żeby kawy na klawisze nie wylać, bo potem ciężko się pisze i trudno wysypać przylepione do klawiatury okruszki.


- Tłumaczenia pisemne może Pan wykonywać tak naprawdę z każdego miejsca i o każdej godzinie. Jak to jest w Pana przypadku? Czy do tłumaczeń przysiada Pan tak, jak do standardowej pracy czy może przygotowuje je Pan np. w piżamie, w łóżku, na kanapie, w ogrodzie itd.?
Mam swój kącik, bez okna, żeby się nie rozpraszać. Moja praca pozwala mi nie zrywać się skoro świt, więc rano nie plączę się rodzinie pod nogami, gdy oni się wybierają do pracy i szkoły. Ale wstaję chwilę potem. Nie siedzę w piżamie, na kanapie itp., nie lubię pracy z laptopem. Zawsze przy biurku, na stacjonarnym komputerze, z dużym ekranem (lub dwoma). Chwilę trwa poranny rozruch – śniadanie, kawa, „prasówka”. Po godzinie 9 staram się już siedzieć nad klawiaturą. A potem – to zależy, ile jest do zrobienia i co mam dodatkowego. Pracując w domu, daję żonie ten komfort, że może o pewnych okołodomowych tematach po prostu nie myśleć, więc w ciągu dnia na te „drobiazgi” się odrywam (np. wyskoczenie na bazarek), czasem też trzeba odcedzić psa. Gdy synowie byli młodsi, trzeba było przyprowadzić ich z przeszkola, podać obiad. Teraz już są prawie dorośli, więc ten temat odpadł. Praca z przerwami (żeby nie zapomnieć, jak rodzina wygląda) do 23-24, czasem 1-2 w nocy. I kolejny dzień. W weekendy jest gorzej, bo towarzystwo kręci się po domu i trochę wkurza ;-)


- Czy tłumaczył Pan w jakichś nietypowych warunkach? Co to było?
Nie, unikam. Nie lubię sytuacji, które są „niestandardowe”.


- Czego (jakich ogólnych umiejętności lub cech) nauczyła Pana praca w zawodzie tłumacza?
Szybkiego bezwzrokowego pisania na klawiaturze – przydaje się w nocy, gdy można zgasić światło i nie przeszkadzać śpiącej w innym pokoju rodzinie. Poza tym można zerkać na telewizor, rozmawiać z żoną, a tekst „się pisze”. Natomiast nadal nie potrafię przeliczać tekstu na słowa, zawsze na znaki…


- Czy prywatnie zdarzyło się Panu kogoś tłumaczyć? Może był to jakiś przyjaciel lub ktoś bliski? W jakiej sytuacji to się odbyło?
Nie. Z rodziną i przyjaciółmi wychodzi się dobrze na zdjęciach, ale biznes musi się kręcić. Nawet jeśli robiłem dla kogoś po znajomości, to na standardowych zasadach.


- Po tylu latach pracy, ile jest Pan w stanie przetłumaczyć stron w ciągu jednego dnia?
Tajemnica warsztatu ;-) Bywają sytuacje, że trzeba i nie ma wyjścia. Czasem to było nawet 80 stron w ciągu 24 godzin. Ale są to krótkie zrywy, wymagające ogromnego wysiłku fizycznego i psychicznego. Potem dzień-dwa na odpoczynek. Średnia ciągłej i regularnej pracy (mowa o całkiem nowych tekstach, nie zaś o powielaniu wcześniejszych) jest niższa.


- Czy znajomość języków imponuje kobietom lub w towarzystwie? Próbował Pan? W jakich okolicznościach?
Moja żona zna tyle samo języków, co ja, chociaż innych. Raczej tym jej nie zaimponowałem… Mam wrażenie, że czasem towarzystwo jest zaskoczone, że np. ktoś może znać rosyjski. Bo przecież od lat w szkołach tego nie uczą (nie na taką skalę, jak kiedyś).


- Czy podrywał Pan w języku obcym?
Podrywałem na uśmiech i urok osobisty ;-)


- Czy znajomość języków obcych uratowała Panu lub Pana bliskim kiedyś życie?
Nie przypominam sobie. Na pewno łatwiej porozumieć się za granicą, w różnych mniej lub bardziej zabawnych sytuacjach. Ale bywało też odwrotnie – co z tego, że potrafiłem dogadać się w trzech językach, gdy w miejscu pobytu w środku Europy nie znano innego niż lokalny… (i czułem się wtedy jak ten „przysłowiowy” Himilsbach bez zagranicznego kontraktu).


- Jaką największą wpadkę językową zrobił Pan kiedyś?
Wyrzucam wpadki z pamięci, żeby nie popaść w depresję…


- Czy zna Pan jakieś opowieści o zabawnych błędach tłumaczeniowych?
Niestety, nie przywiązuję do tego wagi, więc nie zapamiętuję…

 

 

Zobacz również

Zainteresowała Cię nasza oferta?
Skontaktuj się z nami

Biuro Tłumaczeń Language Link 

 

Tel.: +48 12 341 55 76, +48 722 101 120, +48 533 324 624, +48 504 974 384

 

E-mail: office@language-link.pl

 

W sprawie tłumaczeń pisemnych prosimy o kontakt pod adresem: pisemne@language-link.pl
W sprawie tłumaczeń ustnych prosimy o kontakt pod adresem: ustne@language-link.pl
W sprawie wynajmu sprzętu i obsługi konferencji prosimy o kontakt pod adresem: konferencje@language-link.pl

 

Adres:

ul. Lea 64, 30-058 Kraków

Nasze biuro otwarte jest od poniedziałku do piątku w godz. 9:00 – 17:00.

 

Numer rachunku bankowego: 83 1940 1076 3033 3503 0000 0000, kod Swift: BPKOPLPW

NIP: 945-196-53-59

REGON: 120523222



Napisz do nas






Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych podanych w powyższym formularzu w celu uzyskania informacji na temat usługi. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do przetworzenia zapytania. Zostałem(-a) poinformowany(-a), że przysługuje mi prawo dostępu do moich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania lub ograniczenia przetwarzania. Administratorem danych osobowych jest Language Link Usługi Językowe Dorota Plutecka z siedzibą w Krakowie, ul. Lea 64.

Wszelkie prawa zastrzeżone
Kopiowanie materiałów zabronione
Copyright 2017 @ langugage-link.pl
tworzenie stron internetowych kraków
Strona wykorzystuje cookies. Pozostając na niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. więcejX
ul. Bronowicka 11 Kraków 30-084 Polska
X
Chcesz, żebyśmy do Ciebie zadzwonili?
Podaj nam swój numer telefonu
Proszę o kontakt
X
10% ZNIŻKI NA TWOJE PIERWSZE TŁUMACZENIE
Zapisz się do newslettera i otrzymaj 10% rabatu na tłumaczenie pisemne!
ZAPISZ SIĘ